Shit posting

Boomer patrzy na to g… i nie czai bazy. Dlaczego taka forma brzydoty się klika?

Ironiczne, częste i niemalże agresywne naparzanie kontentem i trollowanie. Często bardzo słabej jakości na różnych platformach. Facebook’u, Youtubie, Instagramie, Tik Toku. Oczywiście są to zabiegi realizowane specjalnie i wynikające ze strategii marki. Ma to na celu doprowadzenie odbiorcy do śmiechu, refleksji lub dyskusji. Może mieć postać mema, kolażu, obrazka lub podpisu. Pamiętacie stanowisko social ninja w cv? To patrzcie na to. Osoba, która w się tym zajmuje może być nazywana shitposterem. Boom i kolejna pozycja do cv.

Shitposterzy chcą być artystami „w laniu g… kontentu”. U nich brzydota jest sexy, a cynizm mądrością. Piękno ich męczy, powaga nudzi, a kultura, w szczególności wysoka, bywa dlań źródłem cierpień. Witajcie w internecie, w którym trolle to „przyjemni” goście.

A więc czy shitposterzy to nowi influencerzy? Skąd słabość do brzydkich memów? Skąd się to wzięło?

Okropnie wykadrowane zdjęcia, zła jakość obrazków, emocjonalne lub absurdalne komunikaty. I tysiące polubień. Shitposting, choć jeszcze do niedawna kojarzony był głównie z incelami, dziś jest popularny także na Instagramie. Skąd wziął się na platformie, którą posądza się o promowanie sztucznego piękna?

Co na to ciotka wujka Google, Wikipedia?

Shitposting to nowoczesna forma prowokacji online. Sam termin pojawił się w połowie 2000 roku na tablicach graficznych, takich jak 4chan, ale koncepcja nie jest nowa. Dadaizm z początku XX wieku stworzył sztukę, która celowo była niskiej jakości lub obraźliwa, aby sprowokować świat sztuki. Pisząc dla Polygon, Sam Greszes porównał shitposting do „dezorientujących, pozbawionych kontekstu kawałków dadaizmu, które, szczególnie dlatego, że były tak absurdalne, były postrzegane jako dzieła rewolucyjne zarówno pod względem artystycznym, jak i politycznym. Greszes pisze, że celem shitpostingu jest „sprawienie publiczności tak zdezorientowanej brakiem treści, że się śmieją lub uśmiechają.

Profesor Greg Barton, ekspert ds. terroryzmu z Deakin University, powiedział, że rasistowskie publikowanie gówna jest powszechne w Internecie i jest sposobem na nawiązanie kontaktu i zwrócenie uwagi. Powiedział: „W mediach społecznościowych chodzi o to, że są one społecznościowe. Potrzebujesz informacji zwrotnych, chcesz, aby ludzie polubili twoje rzeczy, niezależnie od tego, czy jest to Instagram, czy Facebook. możesz być tym więcej masz.

A więc widzimy się na wyżynach brzydoty i śmiechu z nową, wypasioną marką. Wieści już niebawem. Do zobaczenia w sieci.

A tu kilka fajnych przykładów dla beki.